W branży beauty często słyszę jedno zdanie: „Nie ma dobrych pracowników”.
Przez lata prowadzenia salonu nauczyłam się jednak, że problem nie zawsze leży w braku odpowiednich ludzi na rynku. Czasem warto zadać sobie trudniejsze pytanie: czy potrafimy stworzyć miejsce, w którym ktoś będzie chciał zostać na dłużej?
Zatrudnienie nowej osoby to dopiero początek. Prawdziwe wyzwanie zaczyna się później- podczas wdrożenia, budowania relacji, rozwijania kompetencji i tworzenia atmosfery, w której pracownik czuje się częścią zespołu, a nie tylko kolejnym nazwiskiem w grafiku.
Kiedy tworzyłam salon RZĘSA W RZĘSĘ. , usiadłam z kartką papieru i zaczęłam spisywać wszystkie cechy pracodawców, których spotkałam na swojej drodze. To, co było dobre. To, co dawało poczucie bezpieczeństwa, motywowało i sprawiało, że chciało się przychodzić do pracy. Ale zapisałam też wszystkie zachowania, których sama nigdy nie chciałam powielać.
Właśnie wtedy zaczęła powstawać wizja miejsca, które chciałam stworzyć. Nie tylko dla klientek, ale również dla ludzi, którzy będą je tworzyć razem ze mną.
Od początku wiedziałam, że umiejętności można wypracować. Techniki można nauczyć. Wiedzę można przekazać. Znacznie trudniej jest nauczyć kogoś wartości, zaangażowania, szacunku do innych ludzi czy umiejętności pracy w zespole.
Dlatego podczas rekrutacji zawsze większą uwagę zwracałam na człowieka niż na samo portfolio. Szukałam osób, które będą do siebie pasowały jak elementy układanki. Takich, które będą współtworzyć atmosferę miejsca, a nie tylko wykonywać usługę.

Zależało mi na tym, aby moi pracownicy nie przychodzili do pracy za karę. Chciałam, żeby mieli przestrzeń do rozwoju, popełniania błędów, nauki i budowania własnej pewności siebie. Chciałam, żeby czuli, że są ważni.
Nigdy nie lubiłam chować swojego zespołu w cieniu. Wręcz przeciwnie. Od zawsze pokazywałam moje dziewczyny w social mediach, przedstawiałam je klientkom, zabierałam na targi, szkolenia i wydarzenia branżowe. Byłam i nadal jestem dumna z osób, które współtworzą moją markę.
Choć firma nosi moje nazwisko, nigdy nie uważałam jej za sukces jednej osoby. Za każdym sukcesem stoją ludzie. To oni obsługują klientki, rozwiązują problemy, dbają o jakość usług i codziennie budują reputację firmy.
Oczywiście nie zawsze wszystko wychodziło idealnie. Popełniałam błędy. Czasem byłam zbyt wyrozumiała, czasem zbyt emocjonalna, a czasem zwyczajnie brakowało mi doświadczenia. Zarządzania ludźmi nie uczą na większości kursów branżowych. Tego uczysz się każdego dnia, pracując z drugim człowiekiem.
Każda osoba, która pojawiła się w moim zespole, nauczyła mnie czegoś nowego. Dzięki temu rozwijałam nie tylko firmę, ale również siebie jako lidera.
Dziś wiem, że budowanie zespołu jest jedną z najtrudniejszych, ale też najbardziej satysfakcjonujących części prowadzenia biznesu. Bo wcześniej czy później każdy przedsiębiorca dochodzi do momentu, w którym sam nie jest już w stanie zrobić wszystkiego. Pojawia się ściana, której nie da się przeskoczyć pracując wyłącznie własnymi rękami.

I właśnie wtedy trzeba odpowiedzieć sobie na ważne pytanie: czy naprawdę jesteśmy gotowi pracować z ludźmi i brać za nich odpowiedzialność?
Bo bycie szefem to nie tylko wydawanie poleceń. To świadomość, że od naszych decyzji zależą czyjeś miejsca pracy, rozwój zawodowy, a często również poczucie bezpieczeństwa finansowego. To odpowiedzialność za ludzi, którzy każdego dnia powierzają nam swój czas, zaangażowanie i zaufanie.
Dlatego uważam, że silny zespół nie powstaje przypadkiem. Powstaje wtedy, gdy właściciel firmy rozumie, że biznes tworzą przede wszystkim ludzie. I że o tych ludzi trzeba dbać równie mocno, jak o klientów.
Bo zatrudnić można wielu. Sztuką jest sprawić, żeby chcieli zostać.
https://www.instagram.com/joanna.grygo









