Kiedy zaczynałam pracę w branży beauty, świat wyglądał inaczej. Nie było Instagrama, Pinteresta ani filtrów. Była twarz siedzącej przede mną kobiety i rozmowa. Do dziś uważam, że od tego powinno zaczynać się spotkanie w gabinecie.
Studio Wizażu prowadzę od 1999 roku. Przez te lata zmieniły się kosmetyki, techniki, urządzenia i oczekiwania klientek. Nie zmieniła się jedna rzecz – skóra zawsze mówi prawdę. Można przykryć zaczerwienienie podkładem, rozświetlić zmęczoną twarz, wymodelować rysy. Jeśli jednak cera jest przesuszona, podrażniona albo przeciążona przypadkowymi zabiegami, makijaż tego nie naprawi. Dlatego wizaż i kosmetyka biała nigdy nie były dla mnie dwiema osobnymi dziedzinami. Jedna nauczyła mnie patrzeć na drugą.
Zanim sięgnę po pędzel
Praca wizażystki szybko uczy pokory. Czasami klientka przychodzi ze zdjęciem makijażu, który zachwycił ją w internecie. Widzę idealnie wygładzoną skórę, mocno zaznaczone oko, światło ustawione pod konkretnym kątem. Potem patrzę na kobietę siedzącą przede mną. Na jej cerę, kształt twarzy, kolor oczu, mimikę. I przede wszystkim pytam, jak chce się czuć.
Trzeba pamiętać, że nie każda kobieta potrzebuje metamorfozy. Jedna chce wyglądać świeżo i zachować swój charakter. Druga marzy o mocnym makijażu, bo na co dzień prawie się nie maluje. Oba wybory są w porządku, o ile efekt pasuje do osoby, a nie do zdjęcia z ekranu.
Z czasem wyraźniej widziałam też, jak mocno wygląd makijażu zależy od wcześniejszej pielęgnacji. Nawilżona, spokojna skóra pracuje inaczej. Podkład układa się równiej, nie podkreśla suchych miejsc, a twarz wygląda świeżo przez wiele godzin.
Dlatego klientkom przygotowującym się do ślubu, gali czy innego ważnego wydarzenia powtarzam, że odpowiednie przygotowanie skóry wymaga czasu. Najlepiej zaplanować je z kilkutygodniowym wyprzedzeniem.
Kosmetyka biała nauczyła mnie cierpliwości
W pielęgnacji skóry pośpiech nie jest dobrym doradcą. Widzę, jak łatwo dziś ulec obietnicy natychmiastowej zmiany. Mocniejszy peeling, nowy preparat, kolejny zabieg, bo ktoś pokazał spektakularny rezultat w mediach społecznościowych. Tymczasem skóra pracuje inaczej niż według kalendarza publikacji na Instagramie.
Jeśli planujemy ważne wyjście, bardziej intensywne procedury wykonujemy wcześniej. Bliżej wydarzenia skupiam się na nawilżaniu, regeneracji i wyciszeniu cery. Biopeeling oczyszczający może być elementem planu, ale wykonanym w odpowiednim czasie i po ocenie skóry. Podobnie z masażem. Kobido czy masaż relaksacyjny mogą pomóc rozluźnić napięcia, poprawić mikrokrążenie i sprawić, że twarz wygląda na wypoczętą. Nie traktuję ich jednak jak magicznej sztuczki. To część większej układanki.
W gabinecie dużo obserwuję. Patrzę, jak skóra reaguje, pytam o pielęgnację domową i wcześniejsze zabiegi. Czasem najlepszą decyzją jest wykonanie zabiegu. Innym razem – rezygnacja z niego i podarowanie skórze spokoju.

27 lat i setki zmieniających się trendów
Przez ponad ćwierć wieku widziałam wiele mód. Były okresy bardzo matowej cery, mocnego konturowania, ciężkich podkładów, później przyszła fascynacja rozświetleniem i efektem „glass skin”. Zmieniały się kształty brwi, kolory ust i sposoby malowania oczu. Klientki przynosiły wycinki z gazet, później zdjęcia z Pinteresta, dziś najczęściej pokazują zapisane rolki. Trendy są inspirujące, ale nie mogą decydować za kobietę.
Zawsze interesowała mnie twarz, która pozostaje twarzą konkretnej osoby. Jeśli po zakończeniu makijażu klientka patrzy w lustro i widzę w jej oczach chwilę zawahania, wiem, że coś trzeba zmienić. Lubię moment, kiedy po chwili pojawia się uśmiech i słyszę: „tak, to jestem ja”. Dla mnie to znacznie ważniejsze niż efekt, który dobrze wygląda wyłącznie na zdjęciu.
Podobnie pracuję z cerą. Oceniam jej aktualne potrzeby. Skóra może być odwodniona, reaktywna, zmęczona albo zanieczyszczona. Dobór zabiegu zawsze wynika z jej kondycji, historii pielęgnacji i oczekiwanego efektu, nawet gdy u dwóch klientek problem wygląda na bardzo podobny.
Ekspert też cały czas się uczy
Po wielu latach pracy potrzeba aktualizowania wiedzy staje się jeszcze bardziej oczywista. Im dłużej pracuję, tym większą mam świadomość, jak wiele czynników wpływa na kondycję skóry i jak ostrożnie trzeba podchodzić do nowych metod.
Dziś klientki są znacznie bardziej świadome niż kilkanaście lat temu, ale mają też dostęp do ogromnej liczby sprzecznych informacji. Przychodzą z nazwami składników, zabiegów i produktów, które zobaczyły w internecie. Moją rolą nie jest jednak przytakiwanie każdemu pomysłowi. Czasami trzeba wyjaśnić, dlaczego coś nie jest w danym momencie najlepszym wyborem. Albo dlaczego przed ważnym wydarzeniem lepiej wrócić do sprawdzonej pielęgnacji niż eksperymentować.
Piękno bez przebrania
Po tylu latach nadal lubię pracę z makijażem. Lubię tę chwilę skupienia przy oku, dobieranie odcienia ust, obserwowanie, jak zmienia się wyraz twarzy. Ale jeszcze bardziej cenię świadomość, że mogę spojrzeć na klientkę szerzej – także przez kondycję jej skóry, nawyki pielęgnacyjne i to, czego naprawdę potrzebuje.
Nie chcę tworzyć jednej wersji kobiecego piękna. Mam przed sobą różne twarze, różny wiek, temperament i oczekiwania. Moim zadaniem jest uszanować te różnice. Po 27 latach pracy wiem jedno – najlepsze rezultaty powstają wtedy, gdy wiedza, doświadczenie i uważna obserwacja idą ze sobą w parze. Każda twarz ma swoją historię, a ja chcę ją dostrzec i odpowiednio na nią odpowiedzieć.
Więcej informacji na www.instagram.com/studio_wizazu_wioletta_binkiew









